(0)

Wewnętrznie o wnętrzach i nie tylko

Po co mi ta pracownia?

Druty i sznurek mieszczą się w moim plecaku. Od kilku lat zamieniłam torebki na plecaki. Ponieważ dźwigam różne najmniej potrzebne mi przedmioty postanowiłam chociaż zadbać o mój kręgosłup. Wróćmy do tych drutów. Mianowicie dziergam gdzie popadnie, czyli w pociągu, w parku na ławce, nad jeziorem lub morzem. Nawet czekając na Mamę w samochodzie, a czasem czekam naprawdę długo. Czyli skoro mogę pracować w różnych miejscach to po co mi ta pracownia?

Mój workroom jest w Gdyni. Natomiast ja mieszkam 20 km za Gdynią. Kiedy wybieram się do pracowni robię sobie kanapki, zabieram wodę idę na pociąg. Dojazd zajmuje mi około godziny. Rano w domu wygląda to tak jakbym szła do pracy. Właściwie to też tak się z tym czuje. Kiedy przekraczam próg pracowni to jestem już w swojej przestrzeni, w swoim świecie i przystępuje do działania. Plan działania mam w głowie, no chyba że zadań do wykonania jest sporo to wtedy korzystam z kalendarza. Nie jestem już w stanie wszystkiego co mam zrobić zapamiętać. Przyzwyczaiłam się trochę do tej mojej sklerozy. Staram się ćwiczyć umysł czytając i rozwiązując w sudoku. 

W pracowni czas płynie inaczej. Najpierw kawa, potem odpalam komputer o ile mam go ze sobą. Podlewanie bujnej roślinności. Następnie próba ogarnięcia biurka. Po kilku minutach poddaje się i robię tylko małe miejsce na kubek z kawą. Ostatnio stwierdziłam, że zaczynam gromadzić coraz więcej przedmiotów, zaczęłam wić gniazdo, ale nie o tym chciałam pisać.

 

Myślę, że każdy potrzebuje takiego miejsca, w którym czuje się dobrze i bezpiecznie. Gdzie może rzucić buty w kąt, zostawić po sobie nieporządek. Stworzyć swój własny chaos.Otaczać się przedmiotami, które są tylko jego i stoją tam gdzie powinny lub nie. Miejsce w którym łatwiej zebrać myśli, gdzie pracuje się wolniej i bez zbędnego stresu.

Moja pracownia, to nie tylko przestrzeń, która służy do przechowywania sznurków, tkanin, styropianu.  To moja oaza, azyl, enklawa, schronienie, cichy port, cicha przystań. 

Wydawało mi się dawniej, że gdy pracuje się na swój rachunek to będę miała problem z organizacją swojej pracy. Będę odkładać wszystko na później i wciąż robić sobie wolne. Okazało się jednak zgoła inaczej. Dzięki pracowni , w której wszystko mam pod ręką, nie muszę wciąż sprzątać, gdzie mogę odłożyć rozpoczęty nowy projekt na inny czas, pracuje mi się o wiele lepiej. Czuję się tam swobodnie, dlatego też gdy zbliża się już godzina powrotu do domu nie chce mi się jej opuszczać. 

Aranżacja przestrzeni w moim miejscu pracy była dla mnie bardzo ważna, wbrew pozorom żaden z przedmiotów nie pojawił się tam przypadkowo. Wszystko jest przemyślane i pełni dla mnie określoną funkcje. kreatywne wnętrze dla kreatywnej osoby, za którą się uważam. Lubię tworzyć, projektować, dziergać, malować. Kocham kolory. Moja pracownia jest dla mnie i czuję się w niej, jak kobieta w dobrze skrojonej sukni. Jeden pokój z pięknym widokiem za oknem.

fot. Studio FOTOMOHITO Katrzyna Seliga-Wróblewka, Marcin Wróblewski

Autor: Iwona

Koszyk

Twój koszyk jest pusty.

Dokonaj swoich pierwszych zakupów